Kraina Aronią płynąca

Anielska obora i Ekologiczna aronia - zapraszamy na wycieczkę z lotu ptaka.
Zbiory aronii 2016 - zobacz film

Kraina Aronią płynąca

Jarków. Na tym te­renie byli pierwszymi, którzy zdecydowali się na uprawę tej rośliny. I choć los im nie sprzyjał przez długie lata, nie poddali się trudnościom. Dziś z powodzeniem mogą powiedzieć, że wygrali batalię o rozpro­pagowanie aronii jako naturalnego leku nie­przyjaznego wielu choro­bom. Ale mają świado­mość, że jeszcze wiele jest przed nimi.

Na wzgórzach le­wińskiej gminy, w malowniczo po­łożonym Jarkowie zwraca uwagę gospodar­stwo agroturystyczne posa­dowione na szczytach miej­scowości. Co niektórzy mieszkańcy tej wioski pa­miętają, że kiedyś słynęło ono z hodowli bydła. Teraz gdzie tylko okiem się się­gnie, widać krzaki, na któ­rych już za kilka miesięcy pojawią się soczyste owoce aronii.

Świadomy wybór

Ona pochodzi z Wrocła­wia, on – z Legnicy. W jakiś czas po ukończonych stu­diach kupili na ziemi kłodz­kiej gospodarstwo, które ma­rzyło im się jako agrotury­styczne. W tej działalności upatrywali swoją życiową szansę. Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia była to dziedzina jeszcze mało znana, wręcz raczkująca.

 - Ten teren bardzo nam się spodobał. Poprzedni jego właściciel hodował krowy. Również myśleliśmy o nie­wielkim stadzie. Okazało się, że przez kilka najbliższych lat bydło musiało stanowić o podstawie naszej pracy - przypomina tamte czasy Anna Lech. - Ponieważ mu­sieliśmy sięgnąć po kredyt, obowiązywał nas wymóg, że przez pięć lat nie zmienimy profilu gospodarstwa. Kupili­śmy dwadzieścia sztuk bydła, potem doszliśmy aż do czterdziestu…

Przez ten czas nie opusz­czała ich jednak myśl, z którą w Jarkowie się zjawili. Podej­mowanie gości w domu na wsi, oferowanie im jak naj­bardziej ekologicznych pro­duktów, udostępnianie wspaniałego klimatu, krajo­brazu, atrakcji turystycznych na wyciągnięcie dłoni – to było to o czym marzyli.

- Do przestawienia się w gospodarstwie „zdopingował” nas ówczesny minister Balcerowicz. Aby nie pójść z torbami, musieliśmy w te pędy wszystko sprzedać, by spłacić długi. Razem z żoną zaczęliśmy szukać alterna­tywnego zajęcia, obok agro­turystyki. Spotkałem się wówczas z plantatorami aro­nii z Lubelskiego. Długo roz­mawialiśmy o zaletach tej ro­śliny. Porady szukałem też w krakowskiej Akademii Rol­niczej. W końcu decyzja zapa­dła - mówi Mirosław Lech.

Na górski krajobraz

„Aronia to rodzaj krze­wu z rodziny różowatych. Pochodzi ze wschodniego wybrzeża USA. Jej owocami są jagody. Odporna na szkodniki”. Tak ogólnie cha­rakteryzuje ją encyklopedia i dostępne słowniki.

- Do mnie trafiło jednak to, że ta roślina ma tak dużo zalet, a tak mało wymagań - dorzuca p. Mirosław.

- Proszę sobie wyobrazić, że w naszych warunkach, na glebach piątej i szóstej kla­sy, ona doskonale się aklimatyzuje. Potrzebuje dużo wody, którą tutaj ma, szcze­gólnie w lipcu, a więc w po­rze dla siebie najistotniej­szej. Niezbędne jej jest słoń­ce – też ten obszar to za­pewnia, a najbardziej od sierpnia do października, w okresie dojrzewania owo­ców.

- Jej właściwości są im­ponujące: obniża ciśnienie krwi, poziom cukru, wpływa w ogóle na krwiobieg, zmniejsza nadciśnienie, ma wpływ na miażdżycę – do­rzuca p. Anna.

Okazuje się, że w Związ­ku Radzieckim, po awarii w Czarnobylu zalecano ją okolicznym mieszkańcom, gdyż leczy chorobę popro­mienną, wskazywana jest przy chorobach Parkinsona i Alzheimera, poprawia droż­ność cienkich naczyń krwio­nośnych, ma też wpływ na polepszenie wzroku…

- Jednak w naszych, trudnych warunkachnie ma co myśleć o zmechanizowa­niu zbioru owoców. Przy tym nachyleniu stoków ma­szyną się nie wjedzie – pod­kreśla M. Lech. – Z drugiej strony nie myśleliśmy o ta­kim sposobie – u nas pro­dukt miał być jak najbar­dziej ekologiczny.

Swoim pomysłem pró­bowali „zarazić” jarkowskich rolników. Myśleli o utworzeniu grupy produ­cenckiej. Ci jednak podeszli do tego z rezerwą, pojawiła się nawet plotka, że będą sadzić… banany. Uparli się jednak i stopniowo rozwijali tę swoją krainę aronii, obsadzając nią 18 hektarów.

Produkt regionalny

Trudno było im się przebić na lokalnym i dalszym rynku z efektami pracy wła­snych rąk. Nie mogli prze­konać decydentów, że aro­nia stać się może świetnym produktem turystycznym, że wypromuje ziemię kłodz­ką. Zakasali rękawy, zrobili zmyślny punkt sprzedaży na kółkach i z uporem mania­ka, od miejscowości do miejscowości proponowali nabycie jagodowych pro­duktów – a to herbaty, so­ków, słodkich czekolado­wych granulek, a to nalewki o humorystycznej nazwie „Aronia losu”, za którą na „Pol-Agrze” w roku 2005 dostali najwyższą nagrodę.

- Z naszej plantacji zbie­ramy, raptem, 25-30 proc. plonów. Wozimy je do prze­twórni w okolicach Kalisza, gdzie przerabiamy na her­batę i soki. Na własny za­kład przeróbczy jeszcze nie możemy sobie pozwolić, gdyż podrożyłoby to koszty.Ale kto wie, czy jeśli nie za­gospodarujemy więcej owo­ców, to na niego się nie zde­cydujemy - zastrzega się p. Mirosław. - Problem w tym, że teraz brakuje ludzi do zbioru. Kiedyś to przycho­dziło nawet 200 osób, teraz jak jest 15-20, to wszystko.

Cudze chwalicie…

W dalszym ciągu pro­dukty aroniowe przegrywa­ją konkurencję z sokami eg­zotycznymi faszerowanymi konserwantami. Trudno jest do nich przekonać polski przemysł przetwórczy. Inaczej patrzy na ten owoc rynek czeski. W każdej aptece tego kraju znaleźć można produkt pn. „Vitaminova bomba” na bazie jarkowskiego surowca. Aronię doceniają też Austriacy gotowi wejść w kooperację, jeżeli obszar nasadzeń będzie znacznie większy. Interesu­je ich odbiór przemysłowy. Ale interesuje!

Na szczęście przez te dziesięć lat mozolnej pracy Lechom udało się wypraco­wać własny rynek odbior­ców, którzy po zdrowotne wyroby docierają do nich nawet z Olsztyna.

- Zależy mi na tym, aby większość odbiorców właśnie tutaj przyjeżdżała. Przecież, jeśli Ziemia Kłodzka stanie się Krainą Zdrowia, a tak ją widzimy, czyż nie jest to najlepszy sposób na jej promocję? Nic lepiej nie działa, jak stugębna wieść – przekonuje p. Mirosław. – Na tym polu mamy jeszcze dużo do zrobienia. 

Ale nie tylko on i jego żona. Obie córki również swoją przyszłość wiążą z go­spodarstwem aroniowym w Jarkowie. Starsza po ukończeniu studiów, zamie­rza pomóc rodzicom w za­gospodarowaniu wszystkich plonów, młodsza – jeszcze uczennic a szkoły turystycznej – widzi sens kontynuowania agroturystyki. Kraina aronią płynąca nie pójdzie więc w zapomnienie.

tekst Bogusław Bieńkowski

Artykuł został opublikowany w tygodniku Euroregio Glacensis nr 17/484 – 25 kwietnia 2007 r.